Śmierć ma słodki zapach, tom poezji, Warszawa 1989

Opracowanie graficzne Jacek Bieńkowski

Zdjęcia Bogusław Wawrzonek

Redaktor Andrzej K. Waśkiewicz

Redaktor techniczny Krystyna Dawidczyk

Korekta Weronika Mogilska

Copyright by MAW, Warszawa 1989

ISBN 83-203-2910-8

Tomik dofinansowano z Funduszu Literatury

RSW Prasa-Książka-Ruch

Młodzieżowa Agencja Wydawnicza

Warszawa 1989 r., wydanie I

Nakład 800 + 200 egz.

Ark. wyd. 2,43. Ark. druk. 2,25/32

Zakład Poligraficzny MAW

Warszawa, Al. Stanów Zjednoczonych 53

Zam. A-325, U-64




Poniżej utwór otwierający tom

 

Wyzwanie

A.K. Waśkiewiczowi

 

wypowiedź o poezji

czyli spowiedź o sobie

samym

z tępym ołówkiem brzytwy

przy rannym goleniu

traw

skoro zające już posnęły

można mówić szczerą prawdę

księdzu

drzemiącemu w konfesjonale

z ciepłymi butami

poranka

zalatującego stadem wron

w stronę wieży

kościoła

skąd pierwsze dzwony

odpędzają siłę złych duchów

ucztujących w cmentarnych

łożnicach rozpusty

a wystarczy tylko spojrzeć

na tytuł wierszy

twardych

jak granit nagrobny z dedykacją

komu były przeznaczone

i w jakim czasie

a już rysuje się mglista postać

zapisana w rubrykach

tutaj w tych piaskach

i trawach

przypadało jego dzieciństwo

między tymi sosnami chodził

do szkoły

tam miłość odbiła się

między jeziorami

na jego twarzy

nie był świętym

skoro od czasu do czasu

lubił dziewczętom zaglądać

pod warkocze szumiących

wodospadów

przy świetle księżyca

czuł się najlepiej

wówczas z mrówkami prowadził

tajne rozmowy

prawdopodobnie o wilkołakach

i innych stworach

gdy takim już był

od samego urodzenia lubił

własne ścieżki

rąk drżących w szumiących

trawach nerwów kłusujących

natchnieniem wiatrów

tam było jego królestwo

poezji pulsującej sercem

otwartym na każdą krzywdę

reagował jak wściekły pies

na łańcuchu tylko ogniwa

liter z każdym dniem

twardniały i nie mógł

nic zrobić tylko

po nocach wściekłością

wył do księżyca

blednącej rezygnacji

że jeszcze można

coś w tym świecie ocalić

gdzie tylko kły przyjaciół

uśmiechają się sierścią

zdrady nowo zaczętego dnia

w konfesjonale wiersza

skąd już nie ma wyjścia

do ludzi zwyczajnych

z płonącą skórą słów

dźwięczącym milczeniem

kościelnej posadzki

przebacz mu Panie

bo nie wie co czyni

przy tym pisaniu wierszy

już całkiem zatracił wstyd

tylko w pierwszej osobie

na placu publicznej rozpusty

wśród maków krwistych

spółgłoskami lata

syczącego żądzą posiadania

ciała wznoszącego się

wśród obłoków bluźni

samemu Panu Bogu

a takim skromnym chłopcem

był nawet sam zadowalał się

własnym cieniem czekając

na chrabąszcze wiosny

zieleniejącej klonami szosy

prowadzącej prosto do przystanku

lubieżności skrytej za siedmioma

górami skąd tylko wiedźmy

powołania straszą po nocach

parnych atramentem rozlanego

poematu krwi żylnej

z każdej części świata

płynącej do głowy

siwiejącej lękiem

co będzie jutro

ze mną

skoro nad miastem

tyle samolotów rykiem

metafor szybuje

czy jeszcze trafię

do domu z synem

gdyż jestem już dobrze

po trzydziestce przyzwyczajony

do łamania kości strzelania

w tył głowy dwunastoletnim

chłopcom moich skrytych

marzeń o fotelu pędzącym

samochodową karierą

na szczyt pętli

zaciskającej się

laurową koroną dobroci

człowieka do człowieka

w wieku w którym mój starszy

syn przygląda mi się

z miną spłoszonej wiewiórki

aż sam nie wiem

czy rzeczywiście kiedykolwiek

byłem poetą

 

Wejdź, aby przeczytać pierwodruk (tutaj): Śmierć ma słodki zapach [1989]